Polski Cannonball
Tagi: 991 turbo | Audi RS4 | cannobal | gumball | Lancer | Mazda | Motoryzacja | rage race | samochody | wyścigiWielu z Was oglądało pewnie legendarny już film „The Cannonball Run” z 1981 roku, w którym głównymi odtwórcami ról są: Burt Reynolds, Roger Moore, Jackie Chan czy Farrah Fawcett. Fabuła tego obrazu była dość prosta, dostanie się „jakoś” ze wschodniego na zachodnie wybrzeże USA. Zwycięzca oczywiście zgarniał nagrodę w wysokości $100.000.

Historia sięga jednak głębiej, ponieważ nazwa Cannonball wzięła się od Erwin’a George’a Baker’a, który w 1914 postanowił pokonać wcześniej wspominaną trasę w jak najkrótszym czasie. Po kilkunastu próbach, ostateczny wynik 54 godzin uzyskał w 1933 roku, stąd wziął się jego przydomek Cannonball - kula armatnia. W 1971 roku redaktor gazety motoryzacyjnej „Car and Driver” Brock Yates, by uczcić sławnego motocyklistę, zorganizował Cannonball Baker Sea-To-Shining-Sea Memorial Trophy Dash, który w sumie odbył się 4 razy. Niestety, w 1979 roku rajd odbył się ostatni raz, ze względu na niebezpieczeństwo, jakie stwarzał na drogach publicznych. Pod koniec ubiegłego stulecia, a dokładnie w 1999 roku, milioner Max Cooper wpadł na pomysł powrotu do szalonych wyczynów poprzedników i wraz z grupą 50 przyjaciół postanowił wskrzesić ducha legendarnego wyścigu, organizując europejski odpowiednik Gumball 3000. W tym samym roku odbył się pierwszy Gumball 3000 (długość trasy to 3000 mil) z Londynu do Rimini i z powrotem. Uczestnikami były znane osobistości, które przemierzyły tą/tę odległość nie mniej znanymi autami w całym świecie. W 2010 roku uczestnicy będą rywalizować już 12 raz, „tour” rozpocznie się w Londynie i zakończy w Nowym Jorku. Jeśli dysponujesz wolnymi środkami w wysokości 30.000 funtów na „wpisowe”, kolejną „kasą” na wydatki w trakcie wyścigu, szybkim samochodem oraz chęcią przeżycia niesamowitej przygody, nie pozostaje Ci nic innego jak zapisać się na listę startową i dołączyć do grona światowych maniaków motoryzacji.
Wróćmy jednak do sedna, czyli „polskiej edycji” zwariowanych wyścigów. W 2007 panowie Maciej Kowalczyk i Robert Rasiński zorganizowali Rage Race (RR). RR to nic innego jak wyścig z wyznaczoną trasą przejazdu, urozmaicony o dodatkowe zadania czekające na uczestników po drodze. Poruszają się oni, rzecz jasna, po drogach publicznych. Załoga (m.in. kierowca i pilot) jedzie własnym samochodem, przemierza trasę według własnego uznania, w trakcie, której musi odnaleźć jak najwięcej „chechpoint’ów”, zdobyć jak najwięcej punktów przyznawanych za każde wykonane zadanie i w końcu dojechać do mety przed „godziną zero”. Każda z ekip dostaje numer, który przyznawany jest dożywotnio. W wyścigu nie chodzi jednak jak w filmie o jak najszybsze dotarcie do mety, lecz o wspaniałą zabawę, co nie znaczy, że na koniec wyścigu nie ma klasyfikacji i wyłonienia zwycięzców.
Tym sposobem 08.09.2007 roku na starcie stanęło 50 ekip wyselekcjonowanych z prawie 300 zgłoszeń, to się nazywa elitarność. Wśród samochodów mogliśmy zaobserwować Plymouth Duster’a z 1972 czy innego klasyka Buick’a Rivierę. Reszta załóg to już raczej współczesne samochody i znane wszystkim fanom motoryzacji. Nie obeszło się bez Porsche - kilku egzemplarzy 991 Turbo, Audi RS4, Lancerów, Mazd RX-8, egzotycznego Opla SpeedSter‘a czy amerykańskich legend Forda Mustanga i Chevroleta Corvette. Na starcie pojawił się również ciągnik siodłowy DAF XF95 firmy Breviter, wyposażony w nieziemskie nagłośnienie audio. Z żalem możemy stwierdzić, ze wielki fan motoryzacji Jerzy Dziewulski nie wziął udziału w wyścigu swoim rzadko spotykanym na drogach całego świata samochodem Ariel Atom. W sobotę wystartował inną swoją wyścigówką, żółtą Corvettą. Trasa pierwszego wyścigu biegła z Warszawy do Łeby i z powrotem. Wyścig zakończył się następnego dnia, w niedziele w stolicy. W trakcie trwania imprezy uczestnicy musieli wykonywać różnego rodzaju wyzwania, od sprawnościowych - po te, wymagające użycia szarych komórek, za które były przyznawane punkty. Jak się okazało, by zaliczyć zadanie nie trzeba było koniecznie być w miejscu jego wykonania. Prosty przykład, by policzyć przęsła na jednym z mostów, można było poprosić policjantów z komisariatu policji, ponieważ okna budynku wychodzą wprost na wiadukt.. Na oficjalnej stronie www.ragerace.pl możemy przeczytać, że na trasie zawodnicy musieli składać spadochron na lotnisku, zjeżdżać po linie z wieży zamkowej, malować paznokcie czy karmić fokę - cokolwiek miałoby to znaczyć. Wszyscy w sobotę szczęśliwie dojechali i zakwaterowali się w hotelu, gdzie, co niektórzy bawili się na hotelowej imprezie do białego rana. W niedzielę załogi ruszyły w drogę powrotną do Warszawy na zakończenie Rage Race i imprezę finałową. Każda z ekip potwierdziła świetną atmosferę panującą podczas wyścigu oraz nietuzinkowość niektórych uczestników.
Druga edycja Rage Race odbyła się odbyła się w dniach 16-19 lipca 2008. Poprzednio, tak i teraz na start stawiło się 50 załóg. W tym roku uczestnicy nie zawiedli i przyprowadzili na start swoje „cacuszka”. Na starcie zjawiły się między innymi Ultima GTR, Aston Martin Vanquish, Mercedes SL65 AMG oraz 63AMG Black Series czy Ferrari F430 Spider, Lamborghini Galladro, Maserati 4200 GT Coupe Cambiocorsa, Dodge RAM STR-10 (z silnikiem Viper’a) czy pojazd o nazwie Polaris Ranger RZR, który mimo niepozornego wyglądu i tylko 60 KM wygrał rywalizację w 2008 roku. Trasa wyścigu liczyła aż 2500 km, które trzeba było pokonać w ciągu 3 dni. Zwycięzcy tegorocznej edycji zdecydowali, na co zostanie przekazana nagroda główna. „Rage-Race Jackpot” to suma pieniężna, ufundowana solidarnie przez każdego z uczestników oraz dodatkowo zasilona licytacjami z pamiątek RR i wartościowych przedmiotów, przekazana na jakiś cel charytatywny. Koszt uczestnictwa w całej imprezie był niewielki i wynosił raptem 3500 zł od osoby, w którym zawarto 50 przygotowanych zadań, imprezy organizowane wspólnie z władzami największych miast Polski, prestiżowe kluby i hotele na pit-stopach, kilkanaście małych eventów przy udziale gmin i samorządów, wyborny bankiet na rozpoczęcie i wielki finał z solidnym booomem na zakończenie tej edycji. Na trasie czekało na Rage-Racer’ów 20 punktów kontrolnych - samochodów marki Smart, które były obsługiwane przez pięknie panie z Race-Rage Partol. Wyzwania, jakie organizatorzy przygotowali były bardziej wyrafinowane i bardziej ekwilibrystyczne niż poprzednio. Jedno z pierwszych zadań to przejażdżka quadem i wyścig na ¼ mili z samolotem. Tajemniczo brzmiało zaparkowanie Lexus’a LS 600H L bez użycia kierownicy. Trzeciego poranka zawodnicy zaczęli swoją przygodę od miasta Wrocław a skończyli w Międzyzdrojach. Tego dnia uczestnicy skakali w przepaść asekurowani przez liny alpinistyczne, szukali ludzi w łódce, dzwonili z budki telefonicznej w Niemczech oraz musieli rozwikłać łamigłówki. Dzień 4 zaczął się od przejażdżki skuterami wodnymi - na dobry początek. Tu zadania były już nieco łatwiejsze i zawodnicy szybko dojechali do mety w samym centrum gdańskiej starówki. Druga edycja była mordercza dla wszystkich, nikt nie spodziewał się takiej ilości zadań, a przede wszystkim aż tylu kilometrów, jakie musieli pokonać od startu do mety po polskich drogach.
Trzecia edycja największej lifestylowo-motoryzacyjnej imprezy w Polsce odbyła się już 2 lipca 2009. Tym razem organizatorzy skrócili, w porównaniu do poprzedniej, długość trasy i ilość zadań. W 2009 roku na Rage-Racer’ów czekały 2 dni zmagań na drogach publicznych, 1500 km polskich szos oraz 15 wyzwań. Szlak prowadził z Warszawy, przez Łódź i Poznań by zakończyć się metą w Sopocie. W te wakacje rywalizowało ze sobą, nie jak poprzednio 50, a 60 samochodów, które, jak za każdym razem przeszły skrupulatną selekcję. Na starcie zagościli stali bywalcy oraz zupełnie nowe twarze. Jak co roku na starcie nie zabrakło super szybkich samochodów, cała gama Porsche 991, modele Cayenne, Audi R8 oraz 2 klasyki w postaci Mercedesa 450SL z 1978 roku oraz Buick’a Riviery z 1965 roku. Ultima GTR Jerzego Dziewulskiego od ostatniego Rage przeszła kilka modyfikacji i na starcie 3. edycji legitymowała się mocą 800 KM. Szefem Team’u Shark Divers Team był Krzysztof „Diablo” Włodarczyk, który rywalizował Dodge’m Ram’em 2500 z silnikiem diesel’a. Tak właśnie amerykańskie auto na ropę, jednak jak na „zwariowanych” Rage-Racer’ów przystało nie był to seryjny samochód, bo osiągał aż 580 KM. Nowość dla kibiców jaka pojawiła się to możliwość śledzenia zmagań załóg na mapie, dzięki specjalnie zamontowanym nadajnikom GPS w każdym „bolidzie”. Jak w każdej edycji, tak i w tej na uczestników czekały nie lada wyzwania w postaci chodzenia na szczudłach czy jazdy na rowerze w specjalnych okularach imitujących stan upojenia alkoholowego. W tym roku zadania odbyły się również na torze wyścigowym w Poznaniu. Drugiego dnia po jeździe na nartach wodnych czy wykazaniu się talentami wokalnymi uczestnikom w sopockim klubie Dream Club została przedstawiona klasyfikacja i wręczone zostały nagrody.
Wyścigi Rage Race są niewątpliwie atrakcyjne dla uczestników wyścigu jak i dla mieszkańców miejscowości, przez które przebiegają. Niewątpliwie to jedyna taka impreza organizowana w tej części Europy. Liczba zgłoszeń wskazuje na potrzebę organizacji tego typu imprez w Polsce. Mankamentem a zarazem zaletą tego typu wydarzeń jest ich elitarność oraz ograniczona liczba miejsc w przypadku polskiej edycji Gumball’a 3000. Każdy chciałby wziąć udział w wyścigu, jednak gdyby liczba miejsc była nieograniczona, z pewnością impreza straciłaby swój klimat i charakter oraz szum medialny, który powstaje co roku.
Autor: excluzive.pl

"Mama na czasie pije wodę" - woda podstawą zbilansowanej diety mam!
Zdrowie po męsku
Wino bezpieczną przystanią dla inwestorów
Słońce groźne dla oczu
Poznaj owoce o dietetycznych właściwościach