Antypody pełne kontrastów

Jeśli jakieś miejsce słynie jednocześnie z najwygodniejszych do życia miast czarujących swoją nowoczesnością, oraz z wyjątkowej dzikiej natury niezakłócanej obecnością człowieka….
Jeśli jego symbolem jest bezkresna czerwona pustynia, a z drugiej strony nieznośnie wilgotny las tropikalny, złote plaże, oraz przepełniona kolorowymi formami życia rafa koralowa…
Jeśli jego tereny jednocześnie zamieszkuje jedna z najmłodszych państwowości świata i jedna z najstarszych istniejących na ziemi pierwotnych kultur…
… to musi to być Australia.

 

Już sam fakt, że Australia jest krajem wielkości Europy, a posiada zaledwie 20 milionów mieszkańców jest dość przewrotny. W ogóle wszystko na tej wielkiej wyspie jest do góry nogami, czyli jak określają to Australijczycy czyniąc aluzję do położenia na południowej półkuli „down under”. Najbardziej intrygująco odmienna jest fauna, z gatunkami żyjącymi tylko tutaj – skocznymi kangurami, wiecznie zaspanymi koala, ptakami kookaburra śmiejącymi się ludzkim głosem, kolczatkami czy dziobakami wyglądającymi jak skrzyżowanie kaczki z bobrem. Równie silne wrażenie robi widok australijskich lasów, czyli „buszu” z wieloma gatunkami gubiących korę eukaliptusów oraz egzotycznych palm.

Obszar zajmowany przez nienaruszoną przyrodę jest w Australii ogromny i króluje ona niepodzielnie na kontynencie. Jednak miasta Antypodów są jednymi z najnowocześniejszych na świecie i według prowadzonych rankingów najwygodniejszymi do życia. Przewodzi w nich oczywiście Sydney. Przechadzając się po ruchliwych ulicach tej metropolii pośród drapaczy chmur, modnych centrów handlowych i zadbanych parków trudno uwierzyć, że niewiele ponad 200 lat temu osadę zakładała grupa skazańców jako zalążek kolonii karnej. Sydney zachwyca przede wszystkim swoim zespoleniem z oceanem. Główne atrakcje miasta znajdują się przy Sydney Harbour czyli porcie-zatoce wgryzającej się głęboko w ląd.

Podczas rejsu po nim podziwiać można słynną sylwetkę opery, która przypomina kształtem morskie muszle, żagle na wietrze, a według niektórych interpretacji nawet kopulujące żółwie. Oba brzegi zatoki spina inny symbol miasta – most Harbour Bridge, który w noc sylwestrową rozświetla jeden z najbardziej spektakularnych pokazów sztucznych ogni na świecie. Kolejnym spotkaniem metropolii z Oceanem Spokojnym jest plaża Bondi – kolebka australijskiego kultu deski surfingowej, tak głęboko wpisanego w kulturę kraju. Sydney to także zabiegane businessowe City, Kings Cross owiane sławą dzielnicy zepsucia i rozpusty, kolonialne w swym charakterze The Rocks, gdzie po raz pierwszy dobili do lądu biali osadnicy, Chinatown, zielone Królewskie Ogrody Botaniczne, oraz najwyższa budowla miasta – Sydney Tower.

Zupełnie inny krajobraz ukazuje się we wnętrzu kontynentu. Tak zwany interior pokrywa bezkresne morze czerwonej ziemi spalonej gorącym słońcem. Żadne obiekty na horyzoncie nie zakłócają panowania rdzawej pustyni, a wegetacja ogranicza się do kującej trawy spinifex i karłowatych krzaków, które przy amplitudach temperatur od 50 stopni Celsjusza w dzień, do –5 w nocy, z trudem walczą o przetrwanie. Gdzieniegdzie krajobraz urozmaicają słone jeziora, które zbiornikami wodnymi są tylko z nazwy, gdyż z powodu warunków atmosferycznych mają postać rozległych czap białej soli. W takiej scenerii w samym sercu Australii niespodziewanie na horyzoncie wyłania się sylwetka Uluru – Ayers Rock. Widok ogromnej czerwonej skały wyrastającej z płaskiego bezkresu pustyni jest wrażeniem niesamowitym. To coś jak zaburzenie decorum, jak fatamorgana, widok zupełnie nierealny. Osiągający 340 m wysokości monolit, o fantastycznych pofałdowanych kształtach zdaje się być mistycznym olbrzymem, który tylko na chwile przysnął na środku pustyni. Miejsce to roztacza magiczną aurę, nic dziwnego, że Aborygeni – autochtoniczne ludy Australii, obrali Uluru jako swoje święte miejsce.
Mimo rosnącej popularności, umiejscowienia tu międzynarodowego lotniska i osady turystycznej, skała nie straciła swojego charakteru, a cały pobliski obszar objęty jest parkiem narodowym mającym chronić tą osobliwość natury, unikalną przyrodę, oraz miejscowe aborygeńskie ludy. Największy na ziemi monolit robi jeszcze większe wrażenie o wschodzie i zachodzie słońca, kiedy to zmienia barwę. Jednym ze stadiów przemiany, jest kolor krwistoczerwony. W takiej szacie Uluru widnieje na większości zdjęć i pocztówek. W nieznacznej odległości znajduje się druga z niesamowitych formacji skalnych – Kata Tjuta, co w języku plemienia Anangu oznacza „Wiele głów”. Nazwa jest bardzo trafna, ponieważ twór z piaskowca składa się z 36 ogromnych kopuł. Spacer wąwozem między nimi robi duże wrażenie. Nie tak daleko od Uluru – Kata Tjuta National Park na drodze do stolicy australijskiego interioru Alice Springs, znajduje się kolejny spektakularny twór natury – Kings Canyon. Położony w pustynnej scenerii kanion imponuje pionowymi ścianami wnoszącymi się na wysokość 100 metrów. Wędrówka po jego obrzeżach daje wrażenie poruszania się w labiryncie misternie zbudowanym z piaskowca.

Z surowością wnętrza Australii, zwanego red center kontrastuje niesamowite bogactwo form życia i niezwykle wilgotny klimat tropikalnych lasów deszczowych położonych w północnej Australii. Najbardziej znanym regionem australijskiej dżungli są okolice Parku Narodowego Daintree. Obfitują one w niezliczone gatunki barwnych ptaków, dużych motyli i egzotycznych owadów. Nieopodal położony jest Przylądek Tribulation, gdzie las deszczowy styka się z oceanem, tworząc piękne plaże. Stąd z kolei już tylko krok na Wielką Rafę Koralową. Sama w sobie jest ona ogromnym żyjącym organizmem – jedynym, widzianym z kosmosu, ale stanowi także ważne schronienie i miejsce żeru dla tysięcy gatunków zwierząt. Przekonać się o tym na własne oczy można, wkładając maskę i płetwy. Widok rozpościerający się pod woda przechodzi wszelkie oczekiwania. Feeria barw i kształtów przyprawia o zawrót głowy. Nietrudno spotkać tu błazenki chroniące się wśród parzydełek jadowitego ukwiału. Ryby papuzie bronią zajadle swojego terytorium dziobiąc intruza w maskę. Majestatyczne żółwie morskie wolno suną między koralowymi tworami. Same koralowce również stanowią nie lada atrakcję. Ich wyraziste kolory i struktury przypominające podwodne lasy, zamki ze strzelistymi wieżami, czy niesamowicie pofałdowane wydmy, poruszają wyobraźnie. Australijska rafa dzieli się na tzw. rafę zewnętrzną, czyli inaczej barierową znajdującą się dalej od lądu, oraz rafy wewnętrzne zbudowane przez koralowce bliżej brzegów. Warto zobaczyć jeden i drugi typ rafy. Na zewnętrzną organizowane są jednodniowe rejsy katamaranami, bądź dużymi cruiserami. Dopływają one do platform umieszczonych na obrzeżach rafy barierowej i stamtąd rozpocząć można eksplorację podwodnego królestwa. Rafy wewnętrzne są bardziej kameralne i mniej zatłoczone. Często znajdują się w pobliżu malowniczych wysepek, przez co nurkowanie można połączyć z wypoczynkiem na białych plażach. Najlepszymi miejscami na eksploracje australijskiej Wielkiej Rafy Koralowej są okolice miast Cairns i Townsville oraz archipelagu Whitsunday Islands.

Kolejnym kontrastem Australii jest kwestia mieszkańców tego kraju. Biali osadnicy, przybyli na Antypody niewiele ponad 220 lat temu, a ich państwowość datuje się od 1901 roku, kiedy to Australia straciła status koloni brytyjskiej. XIX-wieczne budynki stanowią najstarsze zabytki, a kultura opiera się na korzeniach brytyjskich, oraz etosie pierwszych rangersów, którzy stawiając czoła dzikiej naturze wydzierali jej z trudem kolejne połacie lądu, oraz eksplorowali surowy interior, nieraz przypłacając to życiem. Jednak ziemie, które kolonizowali i które literą prawa uznali za niczyje od dziesiątek tysięcy lat należały do Aborygenów. Porównując 200 lat białej australijskiej historii do 40 000 bytowania na tych terenach aborygeńskich plemion zastanawia marginalizacja w dzisiejszym społeczeństwie tych ostatnich. Jest to problem bardzo złożony, będący drażliwym tematem we współczesnej Australii i powodem do wstydu dla wielu jej mieszkańców. Zostawiając tą niełatwą kwestię historykom zachęcam do poznania kultury Aborygenów, która jest bardzo bogata, mimo, że australijscy autochtoni nie stworzyli języka pisanego. Rozwijając się w odcięciu od innych ludów, wykształcili oni ciekawy zespół wierzeń opierający się na czczeniu duchów, które żyły na ziemi w tzw. „czasie snu”, a ślady ich egzystencji widoczne są obecnie w formach natury. Aborygeni od zawsze związani byli nierozerwalnie z przyrodą, która nadawała rytm ich koczowniczemu życiu. Intrygujące są ich metody polowań, których spopularyzowanym symbolem stał się bumerang. Wreszcie niesamowita i obecnie bardzo ceniona w kręgach high society jest sztuka tworzona przez aborygeńskich artystów. Te wszystkie ciekawe elementy kultury można poznać odwiedzając Ziemię Arnhema znajdującą się w północnej Australii.

 

W regionie tym dalej można spotkać Aborygenów żyjących w tradycyjny sposób we własnych społecznościach odciętych od wpływów białego świata. Aby dostać się na tereny zamieszkane przez autochtonów, trzeba otrzymać specjalną przepustkę, co ma ograniczyć ilość turystów i zapewnić spokój lokalnym plemionom. Jednak część tych ziem objęta jest Parkiem Narodowym Kakadu, gdzie oprócz pięknej przyrody podziwiać można bez ograniczeń prastare aborygeńskie malowidła naskalne i zagłębić się w ich kulturę. Cały region wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. Najciekawsze malowidła znajdują się w regionach skały Ubirr, oraz Nourlagie. Najstarsze z widocznych rysunków datuje się na ponad 20 000 lat i według niektórych badaczy stanowią najstarszy przejaw sztuki ludzkiej. Stworzone zostały one przy użyciu naturalnych barwników na bazie ochry. Większość malowideł wykonana została w tzw. technice rentgenu, polegającej na przedstawianiu postaci, głównie zwierząt, wraz z pokazaniem ich organów wewnętrznych. Obok charakterystycznych wizerunków kangurów, węży, emu, czy ryb spotyka się także postacie ludzkie, a nawet przedstawienia duchów. Region ten jest bardzo ważny w wierzeniach Aborygenów. Wiąże się z postacią Kurangali – Tęczowego Węża – jednego z najważniejszych duchów „czasu snu”, który zamieszkiwał Ziemię Arnhema i pozostawił po sobie wiele śladów. Jednym z nich jest jego wizerunek na ścianie skalnej w Ubirr.

Najmłodszy kontynent z prastarą kulturą, imponujący nowoczesnymi miastami, a także nienaruszoną egzotyczną naturą, pustynnie surowy oraz zapierający dech w piersiach bogactwem lasów deszczowych i Wielkiej Rafy Koralowej. Australia – kraj kontrastów ma bardzo wiele twarzy, warto ją odwiedzić by poznać choć jedną z nich.


Autor: excluzive.pl
1 Gwiazdka2 Gwiazdki3 Gwiazdki4 Gwiazdki5 Gwiazdki
(Jeszcze nie oceniony.)
Ładowanie ... Ładowanie ...
  1. Anonim
    26-11-2008, 14:45

    beznadziejny

  2. Agnieszka
    05-07-2010, 17:56

    Pięknie opisane:) jestem pod wrażeniem

Skomentuj artykuł

Spam Protection by WP-SpamFree

CAPTCHA image