Mistrzowie Texas Holdem
Tagi: Chris Moneymaker | Daniel Negreanu | Doyle Brunson | lifestyle | Marcin „Góral" Horecki | Moda i styl | Philip J. Helmuth | poker | Scotty Nguyen | Stu Unger | Texas HoldemPatrzą spode łba, wciąż pytają o godzinę, poklepują po plecach, chowają się za ciemnymi okularami, wybuchają głośnym śmiechem. Wygrywają w pokera miliony.

W gronie pokerzystów grających najpopularniejszym na świecie systemem Texsas Holdem nie ma słynniejszego nazwiska, aniżeli Doyle Brunson. Urodzony w 1933 roku Teksańczyk, zwany „Texas Dolly”, gra już od 60 lat, a szacunek, jakim się cieszy w środowisku, mało który pokerzysta osiąga za życia. Jego książka „Super System” ma status najbardziej rozchwytywanego pokerowego bestsellera. To, że stał się jednym z najlepszych, to wypadkowa kilku różnych cech. Po pierwsze - twardego teksańskiego charakteru, zahartowanego w czasach Wielkiego Kryzysu i wykształconego w walce o przetrwanie. Zadecydowała również żyłka ryzykanta - mało kto, będąc zaledwie niedoświadczonym studentem, byłby gotów usiąść do rozgrywki z bogatym nafciarzem.
Sukces Brunsona to również zimna krew i znajomość technik blefowania. Kiedy przed laty dwóch mężczyzn próbowało obrabować jego dom, tak skutecznie udawał atak serca, że plany rabusiów spaliły na panewce. Dziś jest żywą legendą, właścicielem 10 bransolet za zwycięstwa we WSoP - World Series of Poker, największego i najbardziej prestiżowego turnieju świata.
Philip J. Helmuth - rekordzista
Zupełnie odwrotnie natomiast wygląda sprawa z Phillipem J. Helmuthem, zdobywcą rekordowej liczby 11 bransolet WSoP. To najbardziej chyba znienawidzony gracz w gronie pokerowych gwiazd. Powodem jest jego niewyparzony język. Kto mógłby ponadto darzyć sympatią młokosa, który mając zaledwie 24 lata zostaje najmłodszym w historii mistrzem świata? Helmuth wygrał w pokera prawie 9 i pół miliona dolarów i stanowi prawdziwie niepedagogiczny przykład dla młodzieży, bo dla profesjonalnej kariery zrezygnował z nauki. A tym, że nazywają go czule „poker brat”, czyli pokerowy bachor, absolutnie się nie przejmuje.
Chris Moneymaker - sława i milczenie
Gdyby scenarzyści z Hollywood szukali inspiracji w świecie pokera, ich uwagę niewątpliwie przyciągnęłaby sylwetka Chrisa Moneymakera. Pierwszy raz zagrał z desperacji. Był całkowicie spłukany. Tragedia 11 września pozbawiła go pracy, nie bez znaczenia były też pechowe zakłady u bukmacherów. Wisiały nad nim długi i niezapłacone rachunki. Grał o możliwość startu na pokerowych Mistrzostwach Świata i wygrał, ale co z tego? Nie miał nawet jak opłacić kosztów zakwaterowania czy podróży. Pomogła rodzina, lecz część pożyczonych pieniędzy i tak przegrał w Vegas, poszukując nowych doświadczeń przed turniejem. Do rozgrywki o mistrzostwo świata przystąpił zatem goły i wesoły. I cóż - wygrał. Pokonał 800 graczy, wśród których nie brakowało sław, a na jego koncie pojawiło się 2 i pół miliona dolarów.
Daniel Negreanu - wieczny uśmiech
Apsolutnym przeciwieństwem małomównego Moneymakera jest natomiast Daniel Negreanu. Wesoły ekstrawertyk, który na swoim blogu bez skrępowania dzieli się refleksjami na temat świata, pokera i swojego życia prywatnego. Negreanu ma opinię niezwykle otwartej, inspirującej i, co ciekawe, pełnej dziecięcej ufności osoby. A jednak pokerowa kariera, którą rozpoczął mając 21 lat (urodził się w 1974 roku) przyniosła mu dobrze ponad 9 milionów dolarów zysku status eksperta. Lubi mówić, więc chętnie przyjmuje zaproszenia do programów telewizyjnych. Lubi także pisać, więc jest autorem specjalistycznych artykułów do branżowych magazynów. W momentach największego skupienia, gdy zauważy skierowany na siebie aparat fotograficzny - momentalnie rozświetla się uśmiechem.
Scotty Nguyen - wnoś zakład, kochanie!
Jedną ze zdecydowanie najbarwniejszych postaci pokerowego świata jest Scotty Nguyen. Urodził się w 1962 roku w Wietnamie. Mówi się o nim, że nie ma twardszego i bardziej zdeterminowanego niż on zawodnika. Nguyen jest rekordzistą pod względem ilości turniejów, w których brał udział zajmując premiowane pieniężnie miejsca. Słynie z nieugiętości i nieprzeniknionego stylu gry. Jest jednak najbardziej lubianym pokerzystą świata. Stale się śmieje, sącząc ulubione piwo, do wszystkich zwraca się per „kochanie”, a jego anegdot o licznej rodzinie i trudnym dorastaniu można słuchać godzinami.
Marcin „Góral” Horecki - pierwszy polski milioner
W tym zestawieniu nie można nie wspomnieć o Marcinie „Góralu” Horeckim. Obecny członek najlepszego na świecie teamu pokerowego PokerStars Pro jest byłym reprezentantem Polski w narciarstwie alpejskim. Kontuzja wyeliminowała go z czynnej kariery sportowej. Po studiach pracował w firmie konsultingowej, jednocześnie szlifując umiejętności pokerowe, a zaczynał od gry na wirtualne pieniądze, grając w serwisie PokerStars. Na żywo zadebiutował w 2006 roku na imprezie Barcelona Open. Największy sukces osiągnął zajmując trzecie miejsce w turnieju European Poker Tour. Finałową rozgrywkę zakończył jako pierwszy polski pokerowy milioner, dodatkowo ustalając najlepszy wynik Polaka w dotychczasowej historii gry.
Stu Unger - wszechmistrz
Zestawienie wielkich pokerowych legend musi zamknąć nazwisko Stu Ungera, zmarłego tragicznie w 1998 roku. To najlepszy pokerzysta wszech czasów. Trzykrotnie wygrywał turniej WSoP, a jednocześnie całe życie zmagał się z własnymi demonami, co ostatecznie doprowadziło go do tragicznej śmierci. Grał od dziecka, miał wielki talent do kart i jednocześnie znakomitą, fotograficzną pamięć. Przezywano go „Dzieciak”. Jego zwycięstwa były spektakularne, podbijał stawki bez końca. Wziął udział w 30 turniejach pokera i wygrał dziesięć z nich. Niestety, zniszczyła go wielka, podstawowa słabość - niepohamowana żądza mocnych wrażeń. Szukał zaspokojenia swoich potrzeb w rozpasanym hazardzie i mocnych narkotykach. Był w stanie założyć się o wszystko i za wszystko. Szybko popadł w gigantyczne długi, a pod wpływem używek staczał się bardzo szybko. Miał 42 lata, gdy zmarł w hotelowym pokoju, samotny i spłukany. Dziś jest uważany przede wszystkim za tragiczny symbol zmarnowanego talentu, mimo statusu gwiazdy wszech czasów.
Źródło: magazyn ESSENCE
Autor: Karolina Chymkowska


(3 głosy)
"Mama na czasie pije wodę" - woda podstawą zbilansowanej diety mam!
Konsumenci dyktują ceny win
Zdrowie po męsku
Wino bezpieczną przystanią dla inwestorów
Słońce groźne dla oczu